Dlaczego wróciłem do symulacji filmu w aparacie Fujifilm
Plik JPEG prosto z Fujifilm. Bez późniejszej edycji w Lightroomie.
-
Tak, szczególnie jeśli chcesz uprościć proces fotografowania, szybciej domykać zdjęcia i skupić się bardziej na kompozycji, świetle oraz nastroju niż na długiej edycji RAW-ów.
-
W codziennej fotografii często tak, ale RAW nadal warto zapisywać jako zabezpieczenie, szczególnie jeśli planujesz większy wydruk, mocniejszą edycję albo archiwizację materiału na przyszłość.
-
To zestawy ustawień aparatu oparte na symulacjach filmu, balansie bieli, kontraście, kolorze, ziarnie i innych parametrach, które pozwalają uzyskać gotowy wygląd zdjęcia bezpośrednio z aparatu.
Historia lubi zataczać koło. System Fujifilm początkowo oczarował mnie swoimi symulacjami filmu i możliwościami tworzenia tzw. receptur, w których można dostosować różne parametry zdjęcia tak, aby stworzyć charakterystyczny, gotowy wygląd fotografii bezpośrednio w aparacie, bez konieczności późniejszej edycji. Po jakimś czasie uznałem jednak, że jest to amatorskie rozwiązanie i wolę edytować zdjęcia samodzielnie w Lightroomie, aby sprawić, żeby były naprawdę „moje”. Teraz, po kilku latach edytowania RAW-ów, zdecydowałem się powrócić do podstaw i dać symulacjom Fujifilm drugą szansę.
W tym celu wybrałem się z rodziną na długi sierpniowy weekend do Torunia i Ciechocinka. Zdecydowałem, że podczas tego wyjazdu zaufam inżynierom Fujifilm i ich „color science” i że będę robił zdjęcia w formacie JPEG, których nie zamierzam później dodatkowo edytować. Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym jednak nie zdecydował się zapisywać zdjęć również w formacie RAW, ot tak, na wszelki wypadek.
Potrzeba zmiany
W ostatnich miesiącach zacząłem łapać się na tym, że za dużo uwagi i czasu poświęcam edycji zdjęć. Siedziałem wieczorami z tabletem w rękach i wracałem do tych samych kadrów, wielokrotnie. Testowałem nowe techniki edycji, dodawałem kolejne maski lokalne, sprawdzałem różne presety, zarówno te kupione od innych twórców, jak i własne, zmieniałem kolor na czerń i biel albo odwrotnie. Miałem poczucie, że kręcę się w kółko i nic tak naprawdę nie poprawiam. Nigdy nie diagnozowałem się pod tym kątem, ale mam w sobie jakąś skłonność do obsesyjnego poprawiania rzeczy. Przez to brak poczucia finalizacji mojej fotografii stał się czynnikiem stresowym, który nie dawał mi spokoju.
Dlatego chciałem ponownie spróbować symulacji filmu Fujifilm. Chciałem stworzyć system, w którym mój proces fotograficzny miałby jasny początek i koniec. Aparat -> zdjęcie w formacie JPEG -> ewentualna drobna korekta kadrowania -> publikacja -> wydruk -> koniec. Pliki JPEG są z natury znacznie mniej elastyczne, więc nie zachęcają do głębokiej edycji. Zdecydowałem się oddać tę kontrolę na rzecz jasno wyznaczonego końca mojego procesu fotograficznego i, w rezultacie, wewnętrznego spokoju.
Mniej więcej tak wyglądała moja relacja z Lightroomem w ostatnich miesiącach.
Największe zaskoczenie: zdjęcia nadal wyglądały jak moje
Moją największą obawą przy przejściu na symulacje Fujifilm była myśl, że ucierpi na tym mój język wizualny. Przecież tyle czasu poświęciłem na stworzenie spójnego wyglądu moich zdjęć, a teraz miałem to wszystko wyrzucić do kosza i zacząć od zera. Jak się okazało, nic bardziej mylnego. Po przejrzeniu zdjęć z Torunia i okolic bardzo szybko zauważyłem, że mój styl fotograficzny nie siedzi w presetach, suwakach i krzywych. Mimo braku edycji z mojej strony nadal czułem, że to są moje zdjęcia. Znajome tematy, kompozycje, nastrój, wszystko było na swoim miejscu. Główną różnicą była odmienna kolorystyka zdjęć, ale nie była ona aż tak odczuwalna, jak się obawiałem. Ba, chyba podoba mi się nawet bardziej niż moje edytowane kolory.
Niby byłem świadomy tego, że język wizualny to głównie sposób widzenia fotografa, ale dopiero zobaczenie tego zjawiska w praktyce naprawdę utwierdziło mnie w tym przekonaniu.
Największe zaskoczenie: mimo braku edycji zdjęcia nadal miały mój charakter.
Ograniczenia są twoim sprzymierzeńcem
Jestem wielkim fanem narzucania sobie ograniczeń w fotografii. Symulacje filmu w Fujifilm są takim właśnie ograniczeniem. W tym podejściu wybór symulacji jest decyzją, którą fotograf musi podjąć przed zrobieniem zdjęcia. Dzięki temu musi wiedzieć, co i jak chce pokazać, zanim jeszcze naciśnie spust migawki. Zdjęcie musi być dobre tu i teraz. Nie można zakładać, że wszystko uratuje się później w postprodukcji. Fotograf od razu musi myśleć o ekspozycji, kompozycji, świetle i nastroju. Wierzę, że takie świadome praktykowanie fotografii może znacząco przyspieszyć rozwój fotografa.
W kontekście symulacji filmu mamy kilka możliwości do wyboru, podobnie jak mistrzowie fotografii analogowej w ubiegłym wieku mieli kilka rodzajów kliszy. Mimo tych ograniczeń byli w stanie stworzyć fotografie, do których wracamy do dzisiaj.
Symulacja filmu nie zastępuje dobrego kadru. Może za to pomóc skupić się na tym, co ważniejsze od suwaków.
Fuji X Weekly Superia 100
Podczas mojego ostatniego wyjazdu zdecydowałem się na recepturę Superia 100 ze strony Fuji X Weekly. Fuji X Weekly to fantastyczne repozytorium receptur tworzonych dla aparatów Fujifilm. Piszę o tym tylko dla formalności, bo myślę, że każdy fan Fuji doskonale zna tę stronę.
Superia 100 to receptura, która ma symulować film analogowy o tej samej nazwie. Podstawą tej receptury jest Classic Negative, czyli jedna z moich ulubionych symulacji filmu, głównie za świetne zielone tony. Jedyną zmianą, jakiej dokonałem, było ustawienie ziarna na Strong, Small dla większej wyrazistości.
Film Simulation: Classic Negative
Grain Effect: Weak, Small
Color Chrome Effect: Strong
Color Chrome FX Blue: Off
White Balance: Daylight, 0 Red & -1 Blue
Dynamic Range: DR-Auto
Highlight: -1
Shadow: -2
Color: +1
Sharpness: -2
High ISO NR: -4
Clarity: -2
ISO: Auto, up to ISO 6400
Exposure Compensation: +1/3 to +2/3 (typically)
Receptura Superia 100 oparta na Classic Negative daje przygaszone, spokojne kolory i bardzo przyjemne zielenie.
Warto zauważyć, że ta receptura ma na sztywno ustawiony balans bieli na 5500K, czyli światło dzienne, co ma swoje wady i zalety. Ogromną zaletą jest spójność kolorystyczna pomiędzy poszczególnymi kadrami. Natomiast przy takim balansie bieli zdjęcia przy sztucznym oświetleniu będą wychodziły bardzo pomarańczowe. Można oczywiście zawczasu zmienić balans bieli, ale dla mnie to i tak nie był zbyt duży problem, ponieważ rzadko fotografuję przy sztucznym świetle.
RAW-y jak polisa ubezpieczeniowa
We wstępie napisałem, że mimo wszystko nadal zapisywałem zdjęcia również w formacie RAW. Być może niepotrzebnie, ale gdzieś z tyłu głowy mam potrzebę archiwizowania ich tak na wszelki wypadek. Może kiedyś będę chciał poprawić i przygotować pliki do poważniejszej publikacji w druku, a może będę chciał kompletnie zmienić sposób edycji. Mimo że symulacje filmu i JPEG-i z Fuji dały mojej fotografii nowy wiatr w żagle, nie zamierzam okopywać się w tym procesie do końca życia, bo zawsze coś może się zmienić. Zwłaszcza że nie jest to system idealny i ma jedną bardzo poważną lukę.
Zależność od systemu Fujifilm
Stylizowane JPEG-i z Fujifilm są świetne, ale są zamknięte w tym systemie. Korzystam również z innych aparatów: Panasonic Lumix S5D, małych digicamów, a czasem nawet telefonu. Nigdzie indziej nie uda mi się odtworzyć wyglądu np. Classic Negative. Musiałbym się tutaj znowu posiłkować jakimiś spersonalizowanymi presetami do Lightrooma, aby uzyskać podobny wygląd, tylko że cała ta zmiana miała na celu wyeliminowanie Lightrooma z mojego procesu fotograficznego. Szczerze przyznaję, że jeszcze nie wiem, co z tym fantem zrobić. Jeśli ktoś miał podobny problem, ale ma pomysł, jak zachować spójność pomiędzy systemami, to chętnie poczytam :)
Mniej lukru, więcej fotografii
Powrót do symulacji filmu Fujifilm przypomniał mi, że fotografia to nie lukier w postaci presetów i nieustannego machania suwakami w Lightroomie, tylko sposób patrzenia i dostrzegania tego, czego nie zauważają inni. Odsunięcie Lightrooma od mojego codziennego procesu fotograficznego dało mi mentalny spokój, pozwoliło skupić się na samej fotografii i zwolniło trochę czasu w ciągu dnia, choćby na napisanie tego tekstu. Nie wiem, czy to będzie stała zmiana w mojej fotografii, ponieważ system ma swoje wady i jest ściśle powiązany ze sprzętem Fujifilm. Mimo to była to dla mnie ważna lekcja i mały krok naprzód w mojej fotograficznej drodze.
Mniej edycji, więcej fotografowania. Na ten moment właśnie tego potrzebowałem.