Lumix S5D — dlaczego wybrałem budżetową pełną klatkę
Lumix S5D okazał się być bardzo rozsądnym wejściem w świat pełnej klatki.
-
Moim zdaniem tak, jeśli szukasz niedrogiego wejścia w pełną klatkę, fotografujesz głównie statyczne sceny i bardziej zależy Ci na jakości RAW-ów niż na najnowszym autofocusie czy gotowych JPEG-ach prosto z aparatu.
-
Dla wielu fotoamatorów tak. Nie jest to najnowsza konstrukcja i ma swoje ograniczenia, ale oferuje bardzo dobrą jakość obrazu, solidne body, uszczelnienia i dostęp do systemu L-Mount za rozsądne pieniądze.
W 2026 roku zdecydowałem się na zakup pierwszego aparatu pełnoklatkowego. Mój wybór padł na Lumixa S5D, który mimo że tak naprawdę jest odświeżonym modelem S5 z 2020 roku, nadal ma wiele do zaoferowania.
Na początek chciałem zaznaczyć, że ten tekst nie jest techniczną recenzją aparatu, a bardziej moimi przemyśleniami na temat tego sprzętu z perspektywy fotografa krajobrazowego.
Jeśli mnie śledzisz, to być może wiesz, że mój główny sprzęt to Fujifilm X100VI. Fotografowałem również przez dłuższy czas Ricoh GR IV i kilkoma innymi aparatami, ale generalnie od zawsze sięgam po matryce APS-C.
Fuji X100VI nadal zostaje moim aparatem od codzienności, ale Lumix S5D daje mi coś innego — pełnoklatkowy plik i większą swobodę w doborze obiektywów.
Jednak zawsze byłem ciekawy, jak to jest po drugiej stronie płotu, w świecie pełnych klatek. I choć ciekawość nieraz mnie zżerała, zawsze ciężko było mi się zdecydować na ten krok. W pewnym momencie byłem skłonny kupić Nikona Zf, którego uwielbiam za retro design nawiązujący do starych aparatów analogowych, ale wysoka cena skutecznie mnie powstrzymywała. Wtedy natrafiłem na komentarz na portalu Threads, gdzie ktoś polecił mi właśnie Lumixa S5D.
Ale po co ci ta pełna klatka?
Jak przed chwilą wspomniałem, moja fotografia powstaje głównie na aparatach z matrycą APS-C, ale od dawna byłem ciekawy, co zmieniłoby się, gdybym przesiadł się na pełną klatkę. I nie twierdzę, że APS-C jest niewystarczające do moich zastosowań, bo jest. Jednak oglądając zdjęcia z FF, można zauważyć łagodniejsze przejścia tonalne, inną charakterystykę obrazu, która nie wynika jedynie z właściwości zastosowanego obiektywu. Do tego dochodzi lepszy zakres dynamiczny czy bardziej plastyczne RAW-y w postprodukcji. To wszystko są subtelne różnice, ale jak to mówią — diabeł tkwi w szczegółach.
Decydując się na zakup aparatu, brałem pod uwagę moje konkretne zastosowania:
robię tylko zdjęcia, nie używam aparatu do nagrywania wideo,
robię głównie statyczne zdjęcia, z małą lub zerową ilością ruchu,
zależy mi na dobrej jakości obrazka,
zależy mi na uszczelnieniach na warunki atmosferyczne,
ponieważ pełna klatka to dla mnie trochę eksperyment, nie chcę wydać fortuny na sprzęt,
zależy mi na jak najmniejszych wymiarach i wadze, ale aparat musi mieć wizjer,
ważna jest dla mnie dostępność fajnych i lekkich obiektywów w przedziale 20–60 mm.
Lumix S5D: wół roboczy
Lumix S5D idealnie wpisał się w moje wymagania. Jest to pierwsza generacja serii S5, pierwotnie zaprezentowana w 2020 roku. Wersja D wyszła w 2024 roku i od S5 różni się jedynie wsparciem dla systemu LIDAR AF od DJI. Nie jest to więc najnowszy sprzęt, ale ciągle jest sprzedawany jako nowy w sklepach fotograficznych, a jego cena jest naprawdę kusząca.
Za zestaw z obiektywem kitowym 18–40 zapłaciłem 3585 PLN, a po sprzedaniu obiektywu kitowego na rynku wtórnym samo body kosztowało mnie ostatecznie mniej niż 3000 PLN. Aha, dodam jeszcze, że aparat załapał się na promocję i mam go z 5-letnią gwarancją. W rezultacie jest to najtańszy pełnoklatkowy aparat dostępny na rynku w 2026 roku.
Nie jest to najpiękniejszy aparat świata, ale sprawia wrażenie sprzętu, który ma po prostu robić zdjęcia i nie przeszkadzać w pracy.
Jednak tani nie znaczy kiepski. Sprzęt jest solidny, pewnie leży w dłoni, a jednocześnie jest na tyle poręczny, że można go zabrać ze sobą właściwie wszędzie. Zarówno body, jak i wszystkie natywne obiektywy Lumixa posiadają uszczelnienia. Trzymając go w rękach, mam poczucie, że jest to naprawdę solidny sprzęt, który sprawdzi się w każdych warunkach, a ja nie muszę się z nim obchodzić jak z jajkiem.
Wrażenia z użytkowania i jakość zdjęć
Przyznam, że mój pierwszy kontakt z Lumixem S5D nie był najlepszy. Przytłoczyło mnie trochę menu tego systemu, które uważam za bardzo nieintuicyjne — zwłaszcza w języku polskim. Po zmianie języka na angielski było nieco lepiej i menu zaczęło nabierać trochę więcej sensu. Wiem, że to kwestia bardzo subiektywna, ale ten tekst też jest bardzo subiektywny, więc myślę, że mam obowiązek o tym powiedzieć.
Na szczęście im dalej w las, tym było lepiej. Gdy opanowałem menu i dostosowałem aparat do swojego stylu fotografowania, wszystko zaczęło klikać. Przysłona na przednim pokrętle, korekta ekspozycji pod kciukiem, back button focusing i byłem w domu — prawie jak w Fuji ;)
Sama jakość zdjęć jest fantastyczna i jest to dokładnie to, czego oczekiwałem od pełnej klatki. 24-megapikselowa matryca w tym modelu nie zestarzała się ani trochę. Ma fantastyczny zakres dynamiczny, przejścia tonalne są zauważalnie lepsze niż w Fujifilm X100VI, a z samych RAW-ów można znacznie więcej wyciągnąć w postprodukcji. Nawet moje presety wyglądają zauważalnie przyjemniej na Lumixie niż w Fuji.
Największą różnicę poczułem nie w samej ostrości, ale w plastyce RAW-ów i sposobie, w jaki plik reaguje na obróbkę.
Jednak najważniejsza różnica według mnie dotyczy ogólnego charakteru obrazka. Teoretycznie 35 mm z przysłoną f/8 na pełnej klatce powinno dać zbliżoną głębię ostrości do 23 mm z przysłoną f/5.6 na APS-C, jeśli weźmiemy pod uwagę crop x1.5. Tylko że w praktyce odbiór zdjęcia to nie sama głębia ostrości. Dochodzą przejścia tonalne, sposób rysowania szczegółów, praca z RAW-em i ogólne wrażenie plastyki obrazu. I właśnie tam najbardziej czuję różnicę. Zdjęcia wyglądają na bardziej szczegółowe, ale jednocześnie nie są sztucznie przeostrzone. A może to placebo? :)
Pełna klatka nie zmieniła magicznie mojej fotografii, ale dała mi plik, z którym pracuje mi się po prostu przyjemniej.
Plusy dodatnie, plusy ujemne
Jednym z głównych argumentów przeciwko Lumixowi S5/S5D jest jego „kiepski” autofocus. Wiele głosów w internecie podkreśla, że AF praktycznie dyskwalifikuje go do produkcji wideo. Nie wiem, nie znam się, być może. Sam wideo nie robię, jednak z perspektywy fotografa, który fotografuje głównie krajobraz lub statyczne sceny, nieco gorszy autofocus nie jest dla mnie żadnym problemem. Zresztą po latach pracy z Fujifilm nie widzę właściwie żadnej różnicy i jestem w pełni zadowolony z autofocusa w tym modelu.
Przy takim typie fotografii autofocus nie jest dla mnie krytycznym parametrem. Ważniejsze są plik, światło i spokojna praca z kadrem.
To, czego faktycznie brakuje mi w S5D, to symulacje filmu znane z Fuji albo funkcja Live LUT z nowszych modeli Lumixa, która pozwala na wgranie do aparatu własnych presetów/LUT-ów. Oprócz zdjęć hobbystycznych często używam też aparatu do fotografowania życia rodzinnego i tam symulacje filmu Fuji sprawdzają się wyśmienicie, bo nie muszę potem tych zdjęć obrabiać w postprodukcji. Dodatkowo fajnie jest móc zobaczyć już „pokolorowany” obrazek w wizjerze w momencie robienia zdjęcia. Dzięki temu łatwiej mi zwizualizować sobie efekt końcowy. Oczywiście S5D ma kilka profili kolorystycznych, które dodatkowo można spersonalizować w menu, ale to jest jedynie namiastka tego, co Fuji ma do zaoferowania.
Drugą moją bolączką tego aparatu jest wyświetlacz. Ponieważ jest to aparat hybrydowy, ekran jest obracany, aby ułatwić filmowanie. Z perspektywy fotografa wolałbym jednak ekran uchylany góra–dół, aby łatwiej móc robić zdjęcia z poziomu pasa albo znad głowy. Oczywiście jest to trochę czepianie się, bo ekran można sobie odpowiednio obrócić, ale nie jest to tak naturalne jak w Fujifilm X100VI.
Obracany ekran ma sens w hybrydowym aparacie, ale do fotografii nadal wolę prosty ekran uchylany góra–dół.
Następnie aplikacja Lumix Sync i zgrywanie zdjęć. Ło matko, kto to zaprojektował. Lumix Sync to chyba najgorsza aplikacja do aparatu, jaką kiedykolwiek widziałem, a importowanie za jej pomocą zdjęć na tablet czy telefon podpada pod masochizm. Nie dość, że podstawowe funkcje, takie jak zaznaczenie zdjęć z danego dnia czy automatyczne zmniejszanie rozmiaru plików JPG, są gdzieś głęboko poukrywane, to sam transfer jest strasznie powolny — choć tutaj pewnie winny jest też starszy moduł Wi-Fi w aparacie. Zazwyczaj zgrywam zdjęcia z aparatu na tablet za pomocą aplikacji. W przypadku Lumixa musiałem zaopatrzyć się w czytnik kart, bo niestety ten proces jest tutaj zupełnie niepraktyczny.
W końcu sam design aparatu — i to już jest moje totalne widzimisię. Lubię retro look w stylu Fujifilm X100 czy Nikona Zf i brakuje mi tego w nowocześnie wyglądającym Lumixie S5D. Nie jest to deal breaker i nie wpływa technicznie na jakość zdjęć, ale głęboko wierzę, że aparat musi się też nam podobać, abyśmy chcieli go ze sobą zabierać z domu i często go używać.
Dla kogo jest Lumix S5D?
Uważam, że Lumix S5D jest genialnym aparatem dla każdego fotoamatora i być może dla profesjonalisty, który jest w stanie zaakceptować pewne ograniczenia. Największym argumentem jest oczywiście cena, bo S5D to najtańszy pełnoklatkowy aparat dostępny w sprzedaży w tym momencie.
Sama jakość obrazu jest fantastyczna. L-mount ma świetną bazę natywnych obiektywów, jak i obiektywów firm trzecich. Jakość wykonania w połączeniu z 5-letnią gwarancją sprawia, że nie trzeba się obawiać o sprzęt.
Z drugiej strony, jeśli potrzebujesz mega wydajnego systemu autofocusa, być może warto rozważyć nowsze body Lumixa albo w ogóle inny system. Brak symulacji filmów czy funkcji Live LUT może też rozczarować amatorów, którzy chcą mieć fajne, stylizowane JPG-i bezpośrednio z puszki. Jest też parę UX-owych problemów, takich jak kiepski system menu czy bardzo słaba aplikacja mobilna, ale to nie jest coś, co powinno kogoś skutecznie zniechęcić do zakupu tego aparatu.
Dla mnie zakup Lumixa to był strzał w dziesiątkę i poza kilkoma drobiazgami jest to aparat skrojony dla mnie na miarę. Nie wiem, czy Lumix S5D na stałe zastąpi mojego Fujifilm X100VI, ale na pewno będzie świetnym uzupełnieniem sprzętu i bardzo dobrym wprowadzeniem do pełnej klatki.