Co fotografować, kiedy nie wiesz, co fotografować
Aparat to dopiero początek. Trudniejsze pytanie brzmi: na co właściwie go skierować?
-
Zacznij od sprawdzenia, co naprawdę przyciąga Twoją uwagę: w Twojej galerii, w codziennym otoczeniu i w zdjęciach innych fotografów, które Cię poruszają.
-
Nie. Ciekawe miejsce pomaga, ale nie zastąpi uważnego patrzenia. Nawet zwykłe osiedle, małe miasteczko albo najbliższa okolica mogą stać się dobrym materiałem fotograficznym.
-
Najlepiej wybrać prosty motyw: kolor, ślady człowieka, samotne obiekty, dziwne zestawienia i fotografować go konsekwentnie przez jakiś czas. Ograniczenie często pomaga zobaczyć więcej.
Jeśli masz aparat, który częściej leży na półce niż wychodzi z Tobą z domu, a jednocześnie chciałbyś fotografować więcej, ten tekst może być dla Ciebie. Problem „nie wiem, co fotografować” nie dotyczy tylko osób początkujących. Czasem dopada też tych, którzy fotografują już od jakiegoś czasu, a być może spędzili nawet lata z aparatem w ręku.
Czasami po prostu błądzimy, a czasami mamy chwilę zwątpienia i zastanawiamy się, czy to, co robimy, ma jakikolwiek sens. Przyczyna często jest podobna: nie wiemy, na co właściwie skierować aparat.
Ten temat jest o tyle złożony, że brak pomysłu na fotografowanie można podzielić na dwie podstawowe grupy: przyczyny wewnętrzne i zewnętrzne.
Wewnętrzne i zewnętrzne przyczyny
Celowo tak nazwałem te dwie grupy, żeby trochę uporządkować temat, ale prawda jest taka, że obie w dużej mierze dotyczą tego, jak postrzegamy rzeczywistość.
Świat, który nas otacza, jest niesamowicie złożony i dynamiczny. Wszystko jest w ciągłym ruchu, a liczba sposobów, na jakie możemy go uchwycić aparatem, jest właściwie nieskończona. Dlatego sam koncept braku tematów do fotografowania jest w swojej istocie trochę absurdalny. Jak może nam brakować obiektów i tematów do zdjęć, skoro mamy wokół siebie tak wiele możliwości?
A jednak się tak dzieje, bo cały świat filtrujemy przez to, kim jesteśmy, co przeżyliśmy, przez naszą wrażliwość albo jej brak, przez doświadczenia i zainteresowania. Generalnie przez całe nasze człowieczeństwo. I czasami w obliczu tylu wyborów nie wiemy, a dokładniej: nie potrafimy nazwać tego, co naprawdę przyciąga naszą uwagę. To właśnie nazwałbym wewnętrzną przyczyną braku tematów do fotografowania.
Zewnętrzną przyczyną, na potrzeby tego tekstu, będę nazywał sytuację, w której fotograf twierdzi, że mieszka w mało ciekawym otoczeniu i mimo najszczerszych chęci nie może znaleźć nic wartego uwagi.
Nie ulegaj modzie
Kiedy nie wiemy, co fotografować, bardzo łatwo wpaść w sidła social mediów, a dokładniej Instagrama. Każdy z nas chyba to przerabiał: robisz zdjęcia, wydaje Ci się, że masz coś naprawdę fajnego, spędzasz kilka godzin na edycji i podekscytowany wrzucasz zdjęcie na Instagrama tylko po to, żeby dostać 6 lajków i depresję.
Możesz być konsekwentny i robić to codziennie przez wiele tygodni, bo myślisz sobie, że to kwestia algorytmu, godziny publikacji albo układu gwiazd. Ale zwykle przychodzi ten moment, kiedy zaczynasz się zastanawiać, czemu nikogo nie obchodzi Twoja fotografia, czemu inni mają tysiące lajków i komentarzy. Zaczynasz porównywać, analizować, sprawdzać, co się ludziom podoba i co się klika. W końcu zaczynasz naśladować popularnych twórców tylko po to, żeby tym razem dostać 5 lajków i fire emoji.
I tutaj mała dygresja: uważam, że naśladowanie innych twórców to nic złego. Jest częścią drogi artysty. Problem zaczyna się wtedy, kiedy naśladujemy innych fotografów głównie po to, żeby dostać więcej lajków na Instagramie. To droga donikąd.
Szybko bowiem okazuje się, że to, co fotografują inni, jest ich fascynacją i ich światem, który wcale nie musi pokrywać się z Twoim. Kiedy fotografujesz głównie dla zewnętrznej walidacji, bardzo łatwo dojść do zdjęć, które są poprawne, ale puste. Mogą wyglądać jak fotografia, którą lubią inni, ale niewiele mówią o Tobie. A to jest szybka droga do wypalenia i odstawienia aparatu z powrotem na półkę.
Ładny kadr nie zawsze oznacza osobiste zdjęcie.
Celem jest fotografowanie dla samego siebie. Tego, co Ciebie naprawdę interesuje, nawet kosztem polubień w social mediach.
Odnajdź swój fotograficzny świat
Jak zatem odnaleźć i nazwać to, co nas fascynuje? Znam dwa sposoby, które mogą w tym pomóc.
Pierwszy to obcowanie z dobrą fotografią, zgodnie z zasadą „jesteś tym, co jesz”. Tylko nie mam tutaj na myśli fastfoodowego przewijania Instagrama. Znacznie więcej daje spokojne oglądanie fotoksiążek, wracanie do tych samych zdjęć i zadawanie sobie prostych pytań: dlaczego właśnie ten kadr mnie zatrzymał, co w nim działa, jaki rodzaj światła, koloru, tematu albo sytuacji przyciąga moją uwagę?
Ten wątek pojawił się już na moim blogu przy okazji tekstu o fotoksiążkach. Osobno poruszałem też temat analizy zdjęć i korzystania ze sztucznej inteligencji jako narzędzia pomagającego porządkować obserwacje. Dla mnie było to bardzo ciekawe ćwiczenie, bo pozwoliło mi lepiej zrozumieć, jakie zdjęcia do mnie przemawiają i dlaczego.
Drugi sposób jest znacznie prostszy: otwórz galerię zdjęć w telefonie, Lightroomie albo gdziekolwiek indziej przechowujesz swoje zdjęcia. Cofnij się o kilka miesięcy, może nawet lat, i sprawdź, co najczęściej fotografowałeś. Samochody, zwierzęta, zachody słońca, porzucone przedmioty, a może coś związanego z innym Twoim hobby?
Szukaj wspólnych mianowników. Nie patrz na to, co mogłoby być obiektywnie ładne i co wrzuciłbyś na Instagrama. Patrz na to, co zatrzymuje Twój wzrok, nawet jeśli sam jeszcze nie wiesz dlaczego. Jest duża szansa, że znajdziesz tam coś, co może stać się zalążkiem Twojego języka wizualnego.
U mnie fotografia zaczęła się od zegarków. Nie od wielkiej wizji, tylko od prostego postanowienia, że też chciałbym umieć robić takie zdjęcia.
U mnie fascynacja fotografią wyrosła właśnie na bazie innego hobby: kolekcjonowania zegarków. Przed laty, spędzałem długie godziny na forach zegarkowych, gdzie użytkownicy wrzucali piękne zdjęcia swoich zegarków i stwierdziłem, że też chciałbym umieć robić takie zdjęcia. To mnie poprowadziło w świat fotografii, gdzie powoli zdobywałem wiedzę i pogłębiałem swój warsztat.
Teraz fotografuję zupełnie co innego, ale gdyby nie zegarki, być może nigdy nie zagłębiłbym się tak mocno w tę sztukę.
Z czasem moja fotografia zaczęła ewoluować w stronę krajobrazu z ludzkim akcentem.
W fotografii nie ma skrótów
Znalezienie tego, co naprawdę interesuje nas w fotografii, jest ważne nie tylko dlatego, że pomaga świadomie budować własny język wizualny. Jest ważne przede wszystkim dlatego, że pozwala czerpać z fotografii radość.
Jeżeli coś sprawia Ci przyjemność, będziesz chciał tę przyjemność odczuwać częściej. A to znaczy, że będziesz więcej fotografować. W fotografii nie ma wielu skrótów i jedna z niewielu naprawdę pewnych dróg, żeby stać się lepszym fotografem, to więcej fotografować. Najlepiej świadomie.
Radość z fotografii → więcej wykonanych zdjęć → lepszy warsztat. To samonapędzająca się maszyna, która dobrze wprawiona w ruch jest praktycznie nie do zatrzymania. Warunkiem jest jednak bycie wiernym samemu sobie i nieszukanie za wszelką cenę zewnętrznej walidacji.
Uznanie i lajki w Internecie mogą przyjść, ale nie muszą. I nie ma tu żadnej gwarancji. Jeśli fotografia ma być czymś więcej niż produkowaniem obrazków pod reakcje innych ludzi, musi najpierw stać się uzewnętrznieniem Twojej osoby.
U mnie nie ma czego fotografować
Do tej pory skupiałem się na braku wizji tego, co chcemy fotografować, wynikającym trochę z nadmiaru możliwości. A co w przypadku, gdy miejsce, w którym mieszkamy, jest po prostu nieciekawe?
Bo nie ukrywajmy: miejsce ma znaczenie. Zwłaszcza jeśli chcemy fotografować morze, a mieszkamy w górach. Albo odwrotnie. Albo po prostu mieszkamy w małej miejscowości, gdzie pozornie nie dzieje się nic ciekawego. Łatwiej fotografować w Wenecji, Tokio czy Nowym Jorku niż na zwykłym osiedlu albo w małym miasteczku.
Zwykłe miejsca często rzadko kiedy inspirują nas do fotografowania, ale wszędzie można znaleźć ciekawe kompozycje.
Z drugiej strony bardzo często jest to wymówka. Łatwiej zrzucić winę na czynniki zewnętrzne niż przyznać, że może nie nauczyliśmy się jeszcze patrzeć na własne otoczenie. I nie piszę tego złośliwie, tylko z własnego doświadczenia, bo sam nieraz tak robiłem.
Problem polega na tym, że przestrzeń, w której żyjemy na co dzień, szybko robi się dla nas przezroczysta. Przestajemy widzieć rzeczy, które są zbyt blisko. Mijamy je codziennie, więc uznajemy, że nie mają znaczenia. Tymczasem dla kogoś z zewnątrz dokładnie te same miejsca mogłyby być dziwne, zabawne, niepokojące albo zwyczajnie ciekawe.
Ciekawej fotografii można szukać niemal wszędzie, a dobrym dowodem jest twórczość Marcina Urbanowicza, który fotografuje życie w polskich wsiach i miasteczkach, często z ogromną dozą humoru. Jego prace są bardzo charakterystyczne i paradoksalnie pełne życia, choć pokazują miejsca, w których teoretycznie „nic się nie dzieje”.
Naucz się patrzeć
Patrzenie bez celu często kończy się stwierdzeniem: „nic tu nie ma”. Jeśli nie wiemy, czego szukać, pewnie niczego nie znajdziemy. Dlatego wychodząc z aparatem, warto mieć chociaż ogólny pomysł na to, co chcemy fotografować.
Dobrze ilustruje to efekt Baader-Meinhof, czyli tzw. iluzja częstotliwości. Załóżmy, że właśnie kupiłeś czerwony samochód. Wsiadasz za kółko i nagle, zupełnie nieświadomie, zaczynasz zauważać wszystkie czerwone samochody na drodze, na które wcześniej nigdy nie zwracałeś uwagi. Mało tego, możesz mieć wrażenie, że czerwonych samochodów jest znacznie więcej niż jakichkolwiek innych, chociaż wcale nie musi to być prawda.
Wystarczy wybrać jeden kolor, żeby nagle zacząć widzieć go wszędzie.
Dzieje się tak, ponieważ podświadomie ustawiłeś sobie w głowie filtr na czerwone samochody i Twój umysł zaczyna uważać je za istotne.
Dobra wiadomość jest taka, że to zjawisko można wykorzystać całkiem świadomie w fotografii. Jeśli nakierujemy uwagę na konkretny obiekt, kolor, kształt albo typ sytuacji i uznamy go za ważny dla naszej fotografii, nasz umysł zacznie skanować przestrzeń pod tym kątem.
To właśnie dlatego temat fotograficzny nie jest tylko odpowiedzią na pytanie „co fotografować?”. Jest też filtrem, który pomaga zauważać rzeczy wcześniej niezauważalne dla naszego umysłu.
Mały projekt fotograficzny
Możesz przekonać się o tym na własnej skórze i zrobić z tego mały projekt fotograficzny. Wybierz temat, na przykład kolor czerwony, i przez tydzień, dwa tygodnie albo miesiąc fotografuj tylko czerwone obiekty. Później możesz zebrać je w mini galerię albo wydrukować w formie foto-zina.
Nie chodzi tutaj o perfekcję ani wielki zamysł artystyczny. To po prostu dobre ćwiczenie na rozwój fotograficznego oka.
Możesz też wybrać inny motyw: ślady człowieka bez człowieka w kadrze, samotne przedmioty, rzeczy niepasujące do miejsca, dziwne zestawienia albo powtarzające się kształty. Ważne jest ograniczenie. Ono z jednej strony zawęża wybór, ale z drugiej uruchamia uwagę.
Ograniczenia mogą pomóc w budowaniu własnego stylu fotograficznego. To nie dzieje się z dnia na dzień, ale w sztuce ograniczenia bardzo często są czymś pożytecznym. Pobudzają kreatywność i pozwalają spojrzeć na ten sam świat z innej perspektywy.
Początek własnej drogi
Mam nadzieję, że ten tekst chociaż trochę naprowadzi Cię na własną drogę w fotografii. Nie musisz od razu wiedzieć, co chcesz fotografować przez resztę życia. Wystarczy, że znajdziesz coś, co faktycznie Cię interesuje i sprawia, że chcesz sięgać po aparat częściej.
Socialmediowe trendy są tylko trendami i z czasem przemijają. Prawdziwy rozwój zaczyna się od fascynacji, czasami może nawet trochę zbyt obsesyjnej. Dlatego tak ważne jest odnalezienie własnego głosu.
Nie ma tu drogi na skróty. Ale może to dobrze, bo jeśli coś naprawdę Cię ciekawi, to droga staje się sensem samym w sobie.