Obiektywy ze zmienną ogniskową - używasz ich źle
W tym tekście chcę Ci opowiedzieć jak używam obiektywów z zoomem.
-
Nie. Chodzi o to, żeby spróbować używać go bardziej świadomie i z intencją.
-
Wybierz jedną ogniskową (np. 35 mm albo 40 mm) i potraktuj ją jak stałkę przez większość czasu.
-
Wręcz przeciwnie — ograniczenie często pomaga zauważyć więcej i lepiej komponować kadry.
-
Dla osób fotografujących na co dzień, spacerowo, które chcą większej spójności i kontroli nad kadrem.
Tytuł jest celowo trochę clicbaitowy, ale od razu warto go rozbroić, bo nie chodzi mi o to, że istnieje jeden właściwy sposób korzystania z zooma. Raczej o to, że sposób, w jaki większość z nas go używa, jest tak oczywisty, że przestajemy go kwestionować, a przez to tracimy coś, co w fotografii jest kluczowe, czyli uważność.
Kiedy kupujemy standardowego zooma, coś w rodzaju 20–60 mm, 24–70 mm czy 28–75 mm, robimy to zazwyczaj z bardzo prostego powodu. Chcemy wygody. Chcemy mieć jedno szkło, które pozwoli nam zrobić zdjęcie w różnych sytuacjach bez konieczności zmiany obiektywu. W fotografii spacerowej czy podróżniczej ma to ogromny sens, bo dodatkowo chcemy być mobilni i elastyczni.
Pragnę również na wstępie zaznaczyć, iż idea którą chcę się podzielić w tym tekście ma głównie zastosowanie przy korzystaniu ze standardowych zoomów. W specjalistycznych rodzajach fotografii takich jak architektura czy sport, które wymagają innego podejścia i dedykowanego sprzętu poniższy tekst ma bardziej ograniczone zastosowanie.
Tam, gdzie zoom staje się pierwszym odruchem
Standardowy zoom jest moim ulubionym rodzajem obiektywu i wygoda, którą mi daje jest naprawdę nieoceniona. Problem zaczyna się jednak w momencie, kiedy zoom staje się naszym podstawowym sposobem kadrowania, a nie tylko narzędziem, z którego korzystamy wtedy, kiedy naprawdę tego potrzebujemy.
Po przesiadce na zoom po kilku latach fotografowania wyłącznie na kompaktach ze stałą optyką bardzo szybko złapałem się na tym, że zamiast patrzeć na scenę, zacząłem skupiać się na ogniskowej. Stałem w jednym miejscu i kręciłem pierścieniem próbując idealnie skadrować scenę. To niby nic takiego (przecież zoom jest od tego żeby go używać, co nie?), ale w praktyce oznacza, że dokładamy sobie kolejną zmienną, która zaczyna dominować nad tym, co faktycznie mamy przed sobą. Zamiast obserwować co się dzieje wokół nas, walczymy ze sprzętem, a nie o to tutaj chodzi.
Kadr zrobiony w okolicach 35–40 mm — zakres, do którego najczęściej wracam.
Wcześniej przez długi czas fotografowałem głównie stałkami — 35 mm w Fujifilm i 28 mm w Ricohu. Byłem do tych ogniskowych tak przyzwyczajony, że kadrowanie było czymś naturalnym, wręcz intuicyjnym. Kiedy pojawił się zoom, nagle zacząłem się zastanawiać nie nad tym, jak wygląda scena, tylko jakiej ogniskowej powinienem użyć, żeby ją poprawnie uchwycić. To przesunięcie uwagi jest subtelne, ale bardzo istotne, bo odcina nas od samego procesu patrzenia.
Utrata spójności
Taki sposób fotografowania ma też jeszcze jeden efekt, który widać dopiero później, na etapie przeglądania i selekcji zdjęć. Jeśli każde ujęcie robisz z inną ogniskową, zmienia się nie tylko kadr, ale też sposób przedstawiania przestrzeni, relacje między planami i ogólny charakter obrazu. Pojedyncze zdjęcia mogą być w porządku, ale kiedy zaczynasz je zestawiać obok siebie, zaczyna brakować im wspólnego języka.
Nagle okazuje się, że jedno zdjęcie „ciąży” w stronę szerokiego kąta, drugie jest już wyraźnie bardziej ściśnięte, a kolejne wygląda jakby było zrobione zupełnie innym aparatem. I choć każde z nich osobno może być dobre, to razem zaczynają wyglądać jak losowa zbieranina widokówek.
Jak obecnie używam standardowego zooma
Dlatego zmieniłem kompletnie sposób w jaki używam obiektywów ze zmienną ogniskową. Kiedy wyciągam aparat z zoomem, ustawiam jedną ogniskową, najczęściej okolice 35–40 mm, i przez większość czasu traktuję obiektyw tak, jakby był stałką. To zakres, do którego jestem przyzwyczajony i który najlepiej odpowiada temu, jak odbieram scenę. Co ciekawe, już wcześniej, fotografując 35 mm, często lekko cropowałem zdjęcia i kończyłem właśnie w okolicach 40 mm, więc ta zmiana była dla mnie bardzo naturalna.
Najważniejsze jest jednak to, co dzieje się dalej, bo sama decyzja o ustawieniu jednej ogniskowej niczego jeszcze nie zmienia, jeśli nie pójdzie za nią sposób pracy.
Zamiast kręcić zoomem, zaczynam się poruszać. Podchodzę bliżej, odsuwam się, zmieniam punkt widzenia, szukam lepszej relacji między elementami w kadrze. Staram się zrobić wszystko, żeby „rozwiązać” zdjęcie ruchem, a nie sprzętem. Dopiero kiedy dochodzę do momentu, w którym fizycznie nie jestem w stanie nic więcej zrobić, bo nie mogę się cofnąć, podejść bliżej albo scena po prostu tego wymaga, wtedy sięgam po zmianę ogniskowej.
W praktyce okazuje się, że takich sytuacji wcale nie ma aż tak dużo, a z tego roku pamiętam tylko dwie. Pierwsza nad Wisłą, kiedy chciałem sfotografować Grubą Kaśkę i 35 mm było po prostu zbyt wąskie, a cofnięcie się nie było możliwe, bo za mną znajdowały się hałdy piachu z zakazem wstępu. Z kolei w drugiej, nad Zegrzem miałem odwrotny problem. Chciałem podejść bliżej do podpór starego mostu, ale nie było takiej możliwości i brakowało mi dłuższej ogniskowej. Gdybym miał wtedy ze sobą zoom, być może udało by mi się przywieźć kadry, na które polowałem.
35mm było dla tego kadru odrobinę za ciasne, lepiej sprawdziłoby się choćby 28mm
Co się zmieniło
Cała zmiana polega więc nie na rezygnacji z zooma, tylko na zmianie jego roli. U mnie przełożyło się to przede wszystkim na uproszczenie całego procesu. Kiedy ograniczasz liczbę decyzji, które musisz podjąć, zaczynasz działać szybciej i bardziej świadomie, bo nie rozpraszasz się technikaliami. Jednocześnie zdjęcia zaczynają być bardziej spójne, bo patrzysz na świat w podobny sposób, a nie za każdym razem „od nowa”.
Najważniejsze jest jednak to, że wraca skupienie na scenie. Zamiast zastanawiać się nad sprzętem, zaczynasz naprawdę patrzeć i reagować na swoje otoczenie, a to jest klucz do świadomego fotografowania.
Dlatego zachęcam do sprawdzenia tego podejścia samemu. Na najbliższym spacerze ustaw jedną ogniskową — 35 mm, 40 mm albo 50 mm — i spróbuj fotografować podczas całego wyjścia tylko w ten sposób. Traktuj zoom jako zabezpieczenie, a nie jako domyślne narzędzie do kadrowania. To niewielka zmiana, ale jest duża szansa, że zobaczysz więcej, niż się spodziewasz.