Moje fotograficzna przypominajka: kilka aktywnych projektów zapisanych na kartce przyklejonej do aparatu.
-
To seria zdjęć połączonych wspólnym tematem, pytaniem albo zasadą. Może dotyczyć konkretnego koloru, miejskich detali czy konkretnej techniki. Nie musi od razu prowadzić do wystawy lub albumu.
-
Wybierz prosty temat, który możesz fotografować w swoim codziennym otoczeniu. Zapisz go, wracaj do niego podczas kolejnych wyjść i zbieraj zdjęcia w osobnym folderze, żeby móc oglądać je razem.
-
Nie. Galeria lub zin mogą być jego zwieńczeniem, ale projekt ma wartość również jako prywatne ćwiczenie uwagi i świadomego fotografowania.
Sytuacja wygląda tak: lubisz fotografię, masz aparat pod ręką, może nawet po lekturze jednego z moich wcześniejszych wpisów próbujesz stworzyć nawyk codziennego fotografowania, ale brakuje ci pomysłu na to, na co tak naprawdę skierować swój obiektyw. Instagram jest pełen fantastycznych zdjęć, które mogą być źródłem inspiracji dla własnej fotografii, jednak częściej są po prostu zwykłym rozpraszaczem. Bo nagle okazuje się, że fotografujesz miejski krajobraz, losowe obiekty na ulicy, lecącego gołębia i zaparkowany samochód. W skrócie, twojej fotografii brakuje spójności i intencji.
O tym problemie napisałem już osobny wpis, jednak dzisiaj chciałbym się skupić na bardzo praktycznym podejściu do fotografii, czyli na projektach fotograficznych i na tym, jak mogą nam one pomóc nadać kierunek naszej fotografii.
Punkt zaczepienia
Określenie „projekt fotograficzny” może brzmieć bardzo przytłaczająco, zwłaszcza dla początkujących, no bo przecież co to ma być za projekt, skąd wziąć nazwę, gdzie mam zorganizować wystawę i jaki catering zamówić? Oczywiście mocno tutaj ironizuję. W istocie chodzi o coś bardzo prostego, co da nam punkt zaczepienia i cel dla naszej fotografii. Nie musimy planować żadnej wystawy, tak naprawdę nikt poza nami nie musi nawet zobaczyć tych fotografii. Chodzi przede wszystkim o praktykę i intencjonalność, która z czasem może pomóc nam zbudować własny język wizualny.
Pod pojęciem „projekt fotograficzny” mam tutaj na myśli taką klamrę spinającą serię fotografii, które będą miały wspólny mianownik. Projekt fotograficzny może być tak wąski albo szeroki, jak tylko chcemy. Może to być np. seria fotografii, w której pojawią się kształty geometryczne albo konkretne kolory, albo coś bardziej ogólnego, jak uczucie nostalgii czy radości. Projekty mogą być też ograniczone techniką, np. fotografią analogową. Tak naprawdę zależy to tylko od naszej kreatywności, a chodzi tutaj o narzucenie sobie pewnych charakterystycznych ram dla naszego projektu.
Warto też prowadzić kilka projektów fotograficznych jednocześnie. Dzięki temu, wychodząc z domu z aparatem, nie musimy się za bardzo zastanawiać, co mamy fotografować bo nasze projekty już to określają. Dodatkowo, jeśli nastawimy swój umysł na szukanie w terenie np. koloru czerwonego (zakładając, że naszym projektem jest fotografowanie czerwonych obiektów), łatwiej będzie nam go dostrzegać. Wiąże się to z uwagą selektywną: skupiając się na określonych cechach otoczenia, łatwiej zauważamy odpowiadające im obiekty, a inne bodźce schodzą na dalszy plan.
„Róż w mieście”, prosty kolorystyczny klucz do przyglądania się codziennemu otoczeniu.
Moje projekty fotograficzne
Idea wdrożenia projektów fotograficznych kiełkowała w mojej głowie od bardzo dawna, właściwie chyba od początku mojej przygody z fotografią. Podświadomie czułem, że potrzebuję jakichś ograniczeń, jasnych wytycznych dla swojej fotografii, aby się w tym wszystkim nie pogubić. Często niestety brałem to zbyt poważnie, tak jakby cała moja „kariera” fotograficzna miała zależeć od konkretnego projektu. Zamartwiałem się szczegółami, zamiast podejść do tego z dystansem i dziecięcą ciekawością.
Dopiero jakiś czas temu, po lekturze książki Roba Walkera „The Art of Noticing”, udało mi się nabrać odpowiedniego dystansu i przestałem traktować to tak śmiertelnie poważnie. Książka ta traktuje o uważności i nie jest stricte książką o fotografii, ale autor pokazuje niezliczone (w gruncie rzeczy to 131) sposoby na bycie bardziej uważnym i zwracanie uwagi na otaczający nas świat. Wiele z tych przykładów można zastosować w fotografii właśnie jako takie małe projekty.
Moje obecne projekty, częściowo inspirowane „The Art of Noticing”, to „0–100”, „Róż w mieście” i „Wyjrzyj przez okno”. „0–100” to, jak nazwa wskazuje, fotografowanie liczb od 0 do 100 pojawiających się w miejskim krajobrazie. Bardzo proste ćwiczenie, ale zmusza do uważnej obserwacji. „Róż w mieście” to szukanie obiektów koloru różowego — jest on dosyć rzadko spotykany w miejskim krajobrazie, dlatego wydał mi się ciekawym pomysłem. W końcu „Wyjrzyj przez okno” to seria ujęć ukazujących ciekawe czy nostalgiczne widoki z okien lub przez szyby pojazdów czy budynków.
Problem, na który natrafiłem podczas tego ćwiczenia, polegał na tym, że mimo jasno określonych wytycznych dotyczących mojej fotografii i tak zdarzało mi się o nich zapominać, ponieważ mój umysł był nieustannie rozpraszany przez czynniki zewnętrzne. Dlatego wpadłem na prosty pomysł, aby z tyłu aparatu przykleić sobie kartkę z listą aktywnych projektów, tak aby zmusić mój umysł do koncentracji na rzeczach, które chcę dostrzegać w swoim otoczeniu. I to działa!
„0–100”, kolekcja liczb, która daje mi konkretny powód, żeby uważniej rozglądać się podczas spacerów.
Jak pracować z projektami fotograficznymi
Gdy mamy już określone projekty fotograficzne, warto zastanowić się, jak ma wyglądać codzienna praca nad nimi. Tutaj wypracowałem sobie dwa różne podejścia, które stosuję wymiennie, w zależności od tego, gdzie się wybieram i jaki mam nastrój danego dnia ;)
Pierwsze to podejście stricte skoncentrowane na jednym projekcie. Jeśli uważam, że projekt jest ważny i zależy mi na popchnięciu go do przodu, koncentruję uwagę na danym zagadnieniu. Podstawową zaletą takiego podejścia jest skupienie uwagi na jednym temacie eliminując niepotrzebne rozpraszacze. Korzystam wtedy ze wspomnianej wcześniej uwagi selektywnej. Jeśli nastawimy umysł na szukanie czerwonych samochodów, jest większa szansa, że je zauważymy. Taka strategia odciąża mój umysł i pozwala mi łatwiej zatopić się w fotografowaniu. Dlatego lubię skoncentrować się na jednym konkretnym projekcie, jeśli chcę się zrelaksować — nie muszę wtedy się bardzo wysilać i w pewnym sensie działam na autopilocie.
Drugim podejściem jest równoległe realizowanie kilku projektów. Jeśli zależy nam na naprawdę dużej wydajności, konieczna będzie wzmożona koncentracja, bo musimy świadomie szukać w terenie kilku, często bardzo różnych od siebie tematów. Paradoksalnie u mnie sprawdza się to najlepiej, gdy nie wychodzę stricte fotografować, tylko załatwiać codzienne sprawy. Wtedy, żeby umilić sobie czas, lubię praktykować uważność i łapać przelotem pojedyncze kadry, które pasują do moich projektów. Kiedy jednak wychodzę na dedykowany spacer fotograficzny, próba łapania kilku srok za ogon przez kilka godzin często kończy się zmęczeniem i chwilowym zniechęceniem. Dlatego warto samemu poeksperymentować i sprawdzić, jakie podejście jest najlepsze dla ciebie.
“Nie chciałbym, żeby projekt, który miał przywrócić fotografowaniu lekkość i ciekawość, stał się kolejnym obowiązkiem do odhaczenia.”
Szufladkowanie
Po powrocie z sesji lubię dać sobie chwilę oddechu i nie zaglądać do zdjęć przez jakiś czas. Jeśli jednak czuję, że udało mi się zrobić jakieś naprawdę dobre zdjęcia, zrzucam je od razu na tablet i przechodzę przez standardowy workflow, czyli selekcję i edycję, a na końcu dodatkowo wrzucam poszczególne zdjęcia do folderów odpowiadających moim projektom.
Dzięki temu mogę zawsze szybko odszukać zdjęcia do tematów, nad którymi pracuję, i wracać do nich co jakiś czas. Jest to bardzo ważny aspekt pracy nad projektami. Warto monitorować swoje postępy, patrzeć, jak zdjęcia współpracują ze sobą i w jakiej kolejności powinny być oglądane. Z czasem może przyjść konieczność bardziej skrupulatnej selekcji i usuwania słabszych ujęć. Jest to niekończący się proces i w gruncie rzeczy bardzo podobny do tworzenia portfolio, o którym pisałem w poprzednich tekstach.
W przypadku projektów warto jednak pomyśleć o jakiejś umownej linii mety. Może to być zebranie wszystkich liczb w projekcie „0–100” albo wybranie kilkunastu zdjęć, które dobrze ze sobą współpracują. Takie domknięcie pozwala spojrzeć na efekty naszej pracy i zrobić miejsce na kolejne pomysły, nawet jeśli z czasem postanowimy wrócić do wcześniejszego tematu.
„Wyjrzyj przez okno”, widok z okna wzbudza we mnie czasami pewien rodzaj nostalgii.
Zwieńczenie projektu
Chciałbym, żeby z moich projektów powstały kiedyś spójne serie, które mógłbym pokazać w galerii na stronie internetowej albo wydrukować w postaci zina. To byłoby bardzo przyjemne zwieńczenie pracy, ale nie chcę już na początku narzucać sobie takiego obowiązku. Czasami wystarczy wybrany zestaw zdjęć zapisany w osobnym folderze, do którego będę mógł wrócić i zobaczyć, czego szukałem w swoim otoczeniu na danym etapie.
A jeśli któryś pomysł pozostanie tylko ćwiczeniem, też uznam ten czas za wartościowo wykorzystany. W końcu chodziło o to, żeby częściej sięgać po aparat, uważniej patrzeć i fotografować z większą intencją. Nawet jeśli tym razem nie powstanie seria, którą będę chciał pokazać innym, zdobyte doświadczenie może pomóc mi rozwinąć kolejny pomysł. Nie chciałbym, żeby projekt, który miał przywrócić fotografowaniu lekkość i ciekawość, stał się kolejnym obowiązkiem do odhaczenia.
Jeśli masz jakieś ciekawe projekty, nad którymi obecnie pracujesz, chętnie o nich poczytam :)