Liczyłem, że filtr dyfuzyjny podkreśli atmosferę popołudniowego słońca.
-
Dać sobie chwilę, żeby opadły emocje, i przyjrzeć się temu, co konkretnie nie zadziałało. Czasem nieudana próba pomaga lepiej zrozumieć własne preferencje i podjąć bardziej świadomą decyzję przy kolejnym wyjściu.
-
Sam odsetek niewiele mówi o umiejętnościach fotografa. Podczas selekcji odrzucamy również powtarzające się ujęcia i poprawne zdjęcia, które po prostu nie pasują do tego, co chcemy pokazać.
-
Tak, bo dopiero próba pozwala sprawdzić, czy dany pomysł odpowiada naszej fotografii. Eksperyment może przynieść zarówno niespodziewanie dobre zdjęcie, jak i wskazówkę, z czego chcemy zrezygnować.
Nieraz już wspominałem, że praca etatowa, obowiązki domowe i niespełna trzylatek w domu wypełniają zdecydowaną większość mojego grafiku. Dlatego wyjścia poświęcone wyłącznie fotografowaniu należą niestety do rzadkości. Jednak w ostatnim tygodniu udało mi się wygospodarować kilka godzin po południu tylko dla siebie. Zabrałem więc swojego wiernego Fujifilm X100VI i założyłem na niego filtr dyfuzyjny Glimmerglass 1. Dla niewtajemniczonych: filtr dyfuzyjny to specjalne szkło, którego zadaniem jest rozpraszanie światła i tworzenie delikatnej poświaty wokół jasnych partii obrazu. Efekt ten bardzo fajnie działa przy sztucznym oświetleniu, ale ja postanowiłem użyć go do podkreślenia popołudniowego słońca. Używałem już podobnych filtrów w przeszłości, ale efekt, jaki dają, zawsze wydawał mi się nieco zbyt intensywny, zwłaszcza podczas fotografowania pod światło. Wiedząc to, mimo wszystko postanowiłem dać filtrom dyfuzyjnym jeszcze jedną szansę.
Podczas samego spaceru byłem bardzo zadowolony z efektów, jakie widziałem na ekranie aparatu, zwłaszcza że udało mi się złapać kilka ciekawych kadrów. Na tym etapie nie wiedziałem jeszcze, że mój dobry humor miał się szybko zmienić.
Poczucie zmarnowanej okazji
Gdy wróciłem do domu i zgrałem pliki na tablet, szybko zdałem sobie sprawę, że zdjęcia wcale nie wyglądają tak dobrze, jak wyglądały na podglądzie w aparacie. Ponieważ tego popołudnia słońce było już dosyć nisko, często fotografowałem pod światło, a w wielu kadrach pojawiało się samo słońce albo jego odbicie na jakimś obiekcie. Niestety filtr zadziałał znacznie mocniej, niż sobie tego życzyłem, co przełożyło się na zbyt intensywny efekt „bloomu” w niektórych kadrach. Ostatnio staram się fotografować bezpośrednio w JPEG-ach, ale zapisuję też RAW-y na wszelki wypadek. Próbowałem zredukować ten efekt w Lightroomie, przyciemniając najjaśniejsze partie obrazu, ale nie do końca mi się to udało.
Poczułem spore rozczarowanie i jednocześnie żal do siebie spowodowany nieprzemyślaną decyzją i niewykorzystanym potencjałem fotograficznego wyjścia. Na szczęście kilka zdjęć było akceptowalnych i nadawało się do publikacji, mimo że gdzieś podświadomie czułem niedosyt.
Na ekranie aparatu efekt mi odpowiadał. Dopiero na tablecie zobaczyłem, jak mocno poświata wpływa na cały kadr.
Sztuka to ciągłe eksperymentowanie
W takich chwilach warto zdać sobie sprawę, że sztuka, w tym i fotografia artystyczna, to ciągłe eksperymentowanie. Nie da się przewidzieć efektu każdego eksperymentu. W gruncie rzeczy większość prób będzie nieudana, ale część ma szansę przynieść ciekawe rezultaty. W tym konkretnym przypadku liczyłem, że filtr dyfuzyjny podkreśli atmosferę popołudniowego słońca, jednak, tak jak wspomniałem, efekt w moim odczuciu był zbyt intensywny. Dla kontrastu mogę przytoczyć inny eksperyment, podczas którego do mojego pełnoklatkowego Lumixa podpiąłem z ciekawości starego Heliosa 44-2 mojej mamy. Robiłem tym zestawem rodzinne portrety i efekt przerósł moje najśmielsze oczekiwania.
Dlatego w fotografii eksperymenty są niezwykle ważne. Nie tylko pobudzają naszą ciekawość, ale mogą też przynieść zupełnie nieoczekiwane efekty. Mogą nas nauczyć zauważać zarówno to, co nam się podoba, jak i to, co nam nie odpowiada.
Czego dowiedziałem się o swojej fotografii
Po tym spacerze utwierdziłem się w przekonaniu, że filtry dyfuzyjne nie są dla mnie i nie wpasowują się dobrze w moją fotografię. O ile sam pomysł podkreślania rozświetleń mi się podoba, to muszę być w stanie kontrolować intensywność efektu. Niestety filtry dyfuzyjne odbierają mi tę kontrolę, a efekt jest na stałe „wpisany” w fotografię.
Dlatego zdecydowanie bardziej wolę dodawać podobny efekt w postprodukcji. Świetnie nadają się do tego maski z zakresem luminancji w Lightroomie. Nie chcę zmieniać tego wpisu w poradnik, ale w ogromnym skrócie: maską luminancji wskazujemy jasne partie obrazu, które chcemy rozświetlić, lekko podnosimy ekspozycję oraz przesuwamy w lewo suwak „Usuwanie zamglenia”. Wtedy zamiast usuwać zamglenie, dodajemy je, uzyskując w zaznaczonych partiach obrazu wrażenie miękkiej poświaty.
“Czasem zmiana perspektywy może dać więcej, niż nam się wydaje.”
Szersza perspektywa
Warto pamiętać, że fotografia to gra liczb. Na każde zapierające dech w piersiach zdjęcie, które widzimy w social mediach, przypadają setki albo tysiące zdjęć przeciętnych i kiepskich, które wykonał ten sam fotograf. Często ich po prostu nie widzimy, bo mało kto chce się chwalić swoimi porażkami. Staramy się pokazywać od najlepszej strony. Sam pisałem kiedyś w jednym z wpisów na blogu, że odrzucam jakieś 98% zdjęć w procesie selekcji. To zupełnie normalne i nie oznacza, że fotograf jest kiepski, jeśli ma mały odsetek „keeperów”.
Julia Cameron w swojej książce „Droga artysty” przywołuje myśl, że ona zadba o ilość, a Bóg ma się zatroszczyć o jakość jej sztuki. Uważam, że coś w tym jest i nie trzeba brać dosłownie tego, co napisała Julia. Zresztą ona sama na wstępie pisze, że pojęcie Boga pozostawia czytelnikowi do własnej interpretacji. Jako artyści musimy skupić się na swojej pracy, tworzyć regularnie, nawet jeśli nie mamy weny. Siłą rzeczy, jeśli będziemy praktykować coraz więcej, to statystycznie stworzymy kiedyś coś godnego uwagi.
Najważniejsze jest to, aby nie brać do siebie pojedynczych niepowodzeń i rozczarowań, bo żadna z tych prób nie jest zmarnowana. Nawet jeśli nie jesteśmy zadowoleni z efektu swojej pracy, to zawsze wynika z niej jakaś lekcja. A to z czasem zaprowadzi nas do bardziej przemyślanych decyzji i w rezultacie lepszych zdjęć.
Jedno ze zdjęć, które zdecydowałem się pokazać, choć efekt filtra nie do końca odpowiadał moim oczekiwaniom.
Nauka na przyszłość
Ten spacer fotograficzny, który początkowo zepsuł mi humor, okazał się ważną lekcją i przypominajką. Teraz lepiej wiem, jaki efekt mi odpowiada i jak chcę go uzyskiwać.
Kiedy tak to sobie poukładałem w głowie, która lubi mnie krytykować za każde niepowodzenie, zrobiło mi się jakoś lżej. Czasem zmiana perspektywy może dać więcej, niż nam się wydaje.
Jeśli macie jakieś swoje ciekawe „nauczki” fotograficzne, to chętnie przeczytam