Inspiracja często zaczyna się od czegoś małego: światła, miejsca albo sceny, która z jakiegoś powodu zostaje w głowie.
-
Inspiracja w fotografii rzadko przychodzi jako gotowy pomysł na projekt. Częściej zaczyna się od drobnych sygnałów: miejsca, światła, czyjegoś zdjęcia, cytatu z książki albo przypadkowej sceny, która z jakiegoś powodu zostaje w głowie. Warto takie „nasiona” zbierać, zapisywać i wracać do nich po czasie.
Jedną z najlepszych książek, jakie czytałem o sztuce, jest „The Creative Act” Ricka Rubina. Rick ma niesamowity dar nazywania często oczywistych rzeczy, które gdzieś podświadomie rozumiemy, ale nie zawsze potrafimy zwerbalizować. Książkę polecam z całego serca każdemu, kto w swoim życiu coś tworzy lub próbuje tworzyć. Dzisiaj jednak chciałbym się skupić na jednym rozdziale tej książki, w którym Rick pisze o tym, że rolą artysty jest zbieranie nasion. Te nasiona to wszelkie rzeczy, które nas zatrzymują i pobudzają naszą twórczą stronę. Niepozorne sygnały, które z czasem mogą wykiełkować i zapoczątkować coś niesamowitego.
Przekładając to na fotografię, naszymi nasionami może być tak naprawdę wszystko: jakaś nietypowa scena na ulicy, zdjęcie innego fotografa, cytat z książki, myśl, która nawiedza nas o 2 nad ranem podczas bezsennej nocy, albo miejsce, które z jakiegoś powodu nas zaintrygowało i które chcielibyśmy odwiedzić. Ważne, żeby tych drobnych sygnałów nie ignorować, tylko skrupulatnie je zbierać. Zrób zdjęcie choćby telefonem tej nietypowej sceny, zachowaj fotografię, która Cię poruszyła, zakreśl inspirujący cytat w książce, natychmiast zapisz ulotną myśl, dodaj pinezkę na mapie. Nigdy nie wiesz, kiedy któreś z tych nasion wykiełkuje i stanie się np. początkiem nowego projektu fotograficznego.
Nasiona, które zebrałem, doprowadziły do powstania tego bloga
Kilka lat temu nie miałem jeszcze pojęcia o zbieraniu nasion, byciu twórcą, ani nawet o tym, kim jest Rick Rubin. Nie powstrzymało mnie to jednak przed zbieraniem własnych inspiracji, które ostatecznie doprowadziły między innymi do powstania tej strony oraz bloga.
Kilka lat temu urodził się mój syn, który od początku miał ogromne problemy ze snem. Przez wiele miesięcy, w ciągu jego pierwszego roku życia, budził się z płaczem o 4-5 rano, a ja zabierałem go wtedy na kilkugodzinny spacer przed rozpoczęciem pracy. Dla mojej żony był to czas na złapanie chwili snu, a ja podczas tych spacerów zacząłem doceniać ciszę i nietypowy spokój bijący ze śpiącego jeszcze miasta o 5 nad ranem. Z czasem zacząłem zabierać ze sobą aparat i fotografować okolicę. Fotografia sprawiła, że ten trudny okres nabrał dla mnie dodatkowego sensu, a te nieco losowe zdjęcia przywróciły moją pasję do fotografii i stały się zalążkiem mojego języka wizualnego.
Później ewoluowało to w kierunku bardziej świadomej fotografii, dalszej edukacji i ostatecznie doprowadziło do powstania tego bloga, na którym dzielę się dzisiaj zdobytą wiedzą oraz pasją.
Moimi nasionami był wtedy krajobraz budzącego się powoli warszawskiego Tarchomina.
Poranne spacery nie były wtedy projektem fotograficznym. Dopiero po czasie okazały się początkiem czegoś większego.
Nie ignoruj sygnałów
Na tym blogu bardzo często piszę o stylu fotograficznym i języku wizualnym, i nie bez przyczyny. Prawie każdy aspirujący fotograf czy artysta chce mieć swój unikalny, rozpoznawalny styl, który będzie jasno komunikował: „tak, to moje zdjęcie”. Niestety, skupiając się zbyt mocno na narzuconym sobie stylu, mimowolnie odrzucamy kadry, które w danym momencie do niego nie pasują.
Sam często jestem temu winien. W swojej twórczości skupiam się na fotografowaniu codziennych miejsc, krajobrazów z widoczną ludzką obecnością. Wychodząc z aparatem z domu, nastawiam swój mózg na szukanie kadrów, które będą wpisywać się w tę tematykę i niestety bardzo często nie zauważam innych rzeczy. Albo zauważam je, ale i tak nie robię zdjęcia, bo czuję, że nie pasują do mojej obecnej fotografii.
To ogromny błąd i coś, z czym staram się wewnętrznie walczyć.
Jeśli jakaś scena zwróciła moją uwagę, powinienem się zatrzymać i zrobić zdjęcie, nawet jeśli nie pasuje ono do innych moich fotografii. Teraz być może nie pasuje, ale za jakiś czas może okazać się, że moja wrażliwość się zmieniła, a to zebrane nasiono stanie się częścią nowej serii fotografii lub początkiem zupełnie nowego rozdziału. A może po prostu będzie ślepą uliczką. Na tym etapie nie możemy jeszcze tego wiedzieć. Jeśli nie dam mu szansy, nigdy się nie dowiem.
“Nie każde nasiono wykiełkuje. Ale jeśli niczego nie zbierasz, nie dajesz sobie nawet szansy, żeby coś urosło.”
Zbieraj, wracaj, eksperymentuj
Dlatego tak ważne jest nauczenie się dostrzegania tych nasion oraz ich skrupulatne zbieranie. Warto opracować sobie system do przechowywania inspiracji. Najbardziej oczywistym narzędziem jest smartfon, który wszyscy mamy przy sobie. Gdy tylko zauważysz coś inspirującego, możesz dodać notatkę tekstową albo głosową, zrobić zdjęcie czy zapisać pinezkę w Google Maps. Możesz też dodać tego bloga do zakładek!
Telefon ma jednak pewną podstawową wadę. A właściwie to wiele wad. Przede wszystkim jest ogromnym rozpraszaczem, ze względu na niekończące się strumienie treści i powiadomień. Dlatego, jeśli chodzi o zapisywanie inspiracji, jestem zwolennikiem bardziej analogowych rozwiązań: tablicy korkowej, post-itów czy mojego ulubionego notesu. Tak, tak, jestem jednym z tych oszołomów, którzy zakochali się w notesach i nie ruszają się bez nich z domu.
Nie chcę tutaj za bardzo rozpisywać się o moim systemie notatek i prowadzeniu notesu, bo na to być może przyjdzie czas w osobnym wpisie. Bardzo polecam jednak przekonać się na własnej skórze, jak pozytywny wpływ na kreatywność może mieć taki zbiór pomysłów.
Warto mieć konkretne miejsce, do którego trafiają pomysły, cytaty, miejsca i fotograficzne przeczucia.
Zapisuję w notesie wszystko: pomysły na projekty fotograficzne, pomysły na kolejne wpisy na bloga, ciekawe cytaty, na które natknę się w internecie lub książkach. Śledzę tu również moje nawyki, zarówno te zupełnie prywatne, jak i związane z kreatywnością: napisz chociaż jedno zdanie dziennie, zrób jedno zdjęcie, przeczytaj jedną stronę książki, opublikuj jeden wpis w mediach społecznościowych. Dzięki temu wracam do moich notatek praktycznie każdego dnia i sprawdzam, czy przyszła już pora zasadzić któreś z zebranych nasion.
Z czasem taki notes staje się prawdziwym spichlerzem i bankiem nasion. Tylko czas pokaże, które z nich wykiełkują i dadzą początek czemuś ciekawemu.
Zbuduj własny spichlerz
Mam dla Ciebie zadanie. Przez miesiąc zapisuj wszystko, co fotograficznie przykuwa Twoją uwagę. Miejsca, światło, zdjęcia, cytaty, pomysły, dziwne skojarzenia. Nie oceniaj ich od razu, nie skreślaj, nie odrzucaj. Schowaj na dno szuflady. Po miesiącu wróć do tych notatek i zobacz, czy cokolwiek z tego, co zapisałeś, nadal ma sens.
Jeśli tak, przyjrzyj się temu bliżej. Może warto połączyć to z jakimś innym pomysłem. Może warto poświęcić mu trochę więcej uwagi. A może nie.
Myślę, że czasami zbyt poważnie podchodzimy do fotografii, a tutaj chodzi przede wszystkim o eksperymentowanie, ciekawość i dobrą zabawę. Nie każde nasiono wykiełkuje. Ale jeśli niczego nie zbierasz, nie dajesz sobie nawet szansy, żeby coś urosło.
Udanego zbierania.
Nie każde zdjęcie od razu musi pasować do projektu. Czasem wystarczy, że coś nas zatrzyma.