Roztopy

1 marca 2026 roku. Niedziela, 12 stopni na plusie, słońce, cały dzień tylko dla mnie. Na ten dzień czekałem bardzo długo. Kilka tygodni wcześniej dogadaliśmy się z żoną, że zabierze naszego synka do teściów, a ja będę miał dzień dla siebie. Wiedziałem, że chcę wziąć aparat i wyjść na spacer — nie wiedziałem tylko dokąd. Parę dni wcześniej moją uwagę przykuł Park Młociński na wylocie z Warszawy. Zrobiłem małe zwiady na Google Maps i stwierdziłem, że mogę dojść tam pieszo z Tarchomina, przez most Północny. I tak właśnie zrobiłem.

Jak koń pod górkę

Nie miałem konkretnego pomysłu na to, co chcę fotografować. Szczerze mówiąc, po wyjściu z domu byłem trochę podłamany, bo śniegu już praktycznie nie było, a mimo bardzo długiej zimy w tym roku nie miałem czasu złapać tylu zimowych kadrów, ile bym chciał. Wszędzie było szaro i brudno, a tylko słońce ratowało sytuację. Chciałem jednak przetestować nową symulację filmu Fujifilm autorstwa Reggiego — Reggie’s Superia, którą dzień wcześniej znalazłem na YouTubie.

Zawsze jest mi ciężko złapać te pierwsze kadry po wyjściu z domu i wpaść w taki fotograficzny trans. Też tak macie? Próbowałem przełamać ten stan, robiąc kilka ujęć Wisły z mostu, ale niestety nie byłem zadowolony z efektów. Przeszedłem przez most i zszedłem na lewą stronę rzeki, aby znaleźć ścieżkę prowadzącą w stronę Parku Młocińskiego. Ponieważ były roztopy, wpadłem w straszne błoto, które co chwilę przechodziło miejscami w resztki lodu, jeszcze nierozpuszczonego. Na przemian brnąłem w lepkiej mazi i ślizgałem się po lodzie, z trudem utrzymując równowagę. Naprawdę zaczynałem się zastanawiać, czy to wyjście miało jakikolwiek sens.

Nadzieja

Wtedy doszedłem do małej zatoczki, która wciąż była pokryta taflą lodu. Widok natychmiast przyciągnął moją uwagę — kontrast między białym lodem, szarymi odcieniami otoczenia i niebieskim niebem wyglądał naprawdę malowniczo. Zacząłem szukać kadrów i po kilku minutach ujrzałem dwa łabędzie, pływające ospale nieopodal. Niestety były za daleko, żeby je sfotografować, zwłaszcza że miałem ze sobą jedynie Fujifilm X100VI z obiektywem 35 mm. Jednak ku mojemu zaskoczeniu ptaki zaczęły zbliżać się w moją stronę, weszły nawet na taflę lodu i powoli szły dalej. Nadal były nieco zbyt daleko, ale za pomocą cyfrowego zoomu udało mi się złapać fajny kadr z parą łabędzi w tle.

Fotograficzny trans

Wtedy mój nastrój wyraźnie się poprawił, a ja wpadłem w ten upragniony fotograficzny trans. Nagle błoto i resztki lodu przestały mi przeszkadzać, więc ruszyłem dalej. Spacerowałem jeszcze dobrą godzinę z bananem na twarzy, co chwilę łapiąc mniej lub bardziej udane ujęcia. Ostatecznie dotarłem do wyznaczonego celu, czyli Parku Młocińskiego, ale byłem już na tyle zmęczony, że darowałem sobie dalszą wędrówkę i postanowiłem wrócić do domu.

Wróciłem z 85 zdjęciami, które po pierwszej selekcji zawęziłem do dwudziestu kilku. Nie edytowałem ich w żaden sposób poza drobną korektą kadrowania i prostowania horyzontu. Reggie’s Superia robi naprawdę świetną robotę — zdjęcia wyglądały bardzo dobrze jako JPEG-i prosto z aparatu. Postanowiłem iść za ciosem i od razu wydrukować mój „utarg”, żeby domknąć cały proces. Po wydrukowaniu dokonałem kolejnej selekcji i ostatecznie wybrałem 11 ujęć, które najlepiej oddawały klimat roztopów, jakich doświadczyłem tego dnia. Teraz mogę śmiało powiedzieć, że to był bardzo udany dzień — i cieszę się, że jednak nie zdecydowałem się zawrócić do domu przy pierwszej okazji.

Reggie’s Superia

  • Film Simulation: Classing Negative

  • Grain: Strong / Large (ja wyłączyłem ziarno)

  • Color Chrome: Strong

  • Color Chrome Blue: Strong

  • White Balance: Auto R+1 B-3

  • DR: Auto

  • Tone: H-2 S-1

  • Color: +1

  • Sharpness: -4

  • Noise Reduction: -4

  • Clarity: 0

Previous
Previous

W jakich proporcjach robić zdjęcia? Nie wybierz źle.