Zrób sobie przerwę od fotografii

Są momenty, kiedy fotografia przestaje sprawiać frajdę, mimo że teoretycznie nic się nie zmieniło – nadal masz aparat, nadal masz czas, nadal możesz wyjść na spacer, a jednak coś przestaje działać tak jak wcześniej. Zamiast ciekawości pojawia się opór, zamiast chęci – poczucie, że powinieneś coś zrobić, bo dawno nic nie opublikowałeś, bo wypada, bo „tak się robi”.

I właśnie w tym momencie zaczyna się problem.

Presja, której nie widać

Przez długi czas sam nie do końca zdawałem sobie sprawę, skąd bierze się to napięcie, ale z perspektywy czasu widzę wyraźnie, że ogromny wpływ miało na mnie podejście do fotografii budowane wokół social mediów, a szczególnie Instagrama. Kiedy byłem tam bardziej aktywny, bardzo łatwo było wejść w rytm regularnego publikowania, który z pozoru wydaje się niewinny, ale z czasem zaczyna kształtować sposób myślenia o fotografii.

Zaczynasz robić zdjęcia nie dlatego, że coś Cię zatrzymało, tylko dlatego, że dawno nic nie wrzucałeś. Zaczynasz myśleć o kadrach pod kątem tego, jak będą wyglądały w feedzie, zamiast tego, co faktycznie chcesz pokazać. Sam złapałem się na tym, że kadrowałem zdjęcia w określony sposób tylko dlatego, że „lepiej działają” w aplikacji, o czym zresztą pisałem już wcześniej przy okazji rozważań o proporcjach zdjęć.

W pewnym momencie dotarło do mnie, że to nie ma większego sensu, bo jeśli fotografia ma być czymś osobistym, to ja powinienem być jej pierwszym odbiorcą. To, czy ktoś później będzie chciał na nią spojrzeć, jest sprawą drugorzędną.

Kiedy fotografia przestaje być naturalna

Najbardziej problematyczny moment pojawia się wtedy, kiedy czujesz, że powinieneś wyjść i robić zdjęcia, ale jednocześnie nie masz na to żadnej wewnętrznej potrzeby. U mnie bardzo często dzieje się to zimą, kiedy z jednej strony lubię minimalistyczną, surową estetykę tej pory roku, ale z drugiej strony szaro-bury krajobraz i niska temperatura skutecznie odbierają motywację do wyjścia z domu.

Zimowa fotografia miasta w ponurej, minimalistycznej estetyce

Zima to moment, kiedy najłatwiej mi odpuścić.

Kilka razy próbowałem to przełamać i zmusić się do spaceru, wychodząc z założenia, że „jak już wyjdę, to coś się wydarzy”, ale w praktyce kończyło się to tym, że wracałem bez satysfakcji, z poczuciem, że robię coś na siłę. I właśnie wtedy pojawiało się pytanie, które wydaje mi się kluczowe: czy to jest moment, w którym powinienem się bardziej postarać, czy raczej odpuścić?

Przerwa jako świadoma decyzja

Z czasem zacząłem zauważać, że u mnie te przerwy nie są do końca świadomą decyzją w pod tytułem „odkładam aparat na dwa tygodnie”, tylko raczej czymś, co dzieje się naturalnie. Moja rola polega na tym, żeby to zauważyć, zaakceptować i nie próbować tego na siłę zmieniać.

Zamiast zmuszać się do fotografowania, pozwalam sobie na to, żeby przez jakiś czas tego nie robić. Czasami trwa to kilka dni, czasami kilka tygodni, a zdarzało się, że przez większą część zimy praktycznie nie brałem aparatu do ręki.

Co ważne, taka przerwa nie oznacza całkowitego odcięcia się od fotografii, bo nadal czytam książki o fotografii, przeglądam fotoksiążki innych autorów i chłonę to, co robią inni. Staram się natomiast unikać treści sprzętowych, które bardzo łatwo potrafią wciągnąć w zupełnie inny rodzaj myślenia (Gear Acquisition Syndrome), oddalający od samego procesu tworzenia.

Dystans, który coś zmienia

Jednym z najciekawszych efektów takiej przerwy jest to, że zaczynasz inaczej patrzeć na własne zdjęcia. Kiedy fotografujesz bez przerwy, bardzo łatwo się do nich przywiązać i przypisywać im większe znaczenie, niż faktycznie mają, natomiast z czasem pojawia się dystans, który pozwala zobaczyć rzeczy wyraźniej.

To dotyczy zarówno selekcji zdjęć, jak i samego procesu fotografowania, bo wracając po przerwie, mam wrażenie, że szybciej zauważam kadry i łatwiej przychodzi mi uchwycenie ich w taki sposób, który jest bliższy temu, co widzę w swojej wyobraźni.

W pewnym sensie przypomina to proces regeneracji w treningu – kiedy robisz przerwę, nie tracisz wszystkiego, co wypracowałeś, wręcz przeciwnie - Twoje ciało naprawia uszkodzone podczas treningu tkanki, które zwiększają swoją objętość, a Ty stajesz się silniejszy.

Powrót, który przychodzi sam

Najciekawsze jest to, że powrót do fotografii nigdy nie jest u mnie wymuszony. Zazwyczaj pojawia się w najmniej oczekiwanym momencie, kiedy trafia się sytuacja, która naturalnie przyciąga uwagę.

Dobrym przykładem jest początek tego roku, kiedy moja żona zaprosiła mnie i naszego syna do swojego biura, znajdującego się na 27. piętrze w centrum Warszawy. Biuro było jeszcze puste, miasto powoli budziło się do życia, a widok na panoramę był na tyle interesujący, że inspiracja pojawiła się praktycznie od razu.

Widok na panoramę miasta z wysokiego piętra o poranku

Czasami wystarczy jedno miejsce i jeden moment, żeby wszystko wróciło.

Bez żadnego planowania, bez presji i bez wcześniejszych założeń zrobiłem kilka zdjęć, z których do dziś jestem naprawdę zadowolony. I to był dokładnie ten moment, który pokazał mi, że kreatywność nie znika – ona po prostu czasami potrzebuje przestrzeni.

Czy przerwa zawsze ma sens?

Oczywiście takie podejście nie będzie działało w każdej sytuacji. Jeśli fotografia jest Twoim źródłem utrzymania, trudno mówić o pełnej swobodzie w robieniu przerw, bo w grę wchodzą zobowiązania i odpowiedzialność finansowa.

Natomiast jeśli fotografujesz dla siebie, warto zastanowić się, czy traktowanie tego jak ciągłego procesu bez przerw ma rzeczywiście sens. Z mojego doświadczenia wynika, że dużo lepsze efekty daje podążanie za naturalnym rytmem kreatywności niż próba jego kontrolowania.

Przerwa jako element procesu

Łatwo wpaść w przekonanie, że jeśli coś jest dla nas ważne, to powinniśmy robić to regularnie, bez przerw i bez wahania. Problem polega na tym, że kreatywność nie działa w sposób liniowy.

Nie wszystko musi być ciągłe. Czasem warto się zatrzymać, żeby znowu ruszyć.

Są momenty, kiedy robisz dużo zdjęć i wszystko układa się naturalnie, i są takie, kiedy nie robisz ich wcale, bo nic Cię nie zatrzymuje i nic nie wydaje się wystarczająco interesujące.

I jedno, i drugie jest w porządku.

Czasem najlepsze, co możesz zrobić dla swojej fotografii, to na chwilę przestać fotografować i pozwolić, żeby to ona wróciła do Ciebie, a nie odwrotnie.

Next
Next

Gear Acquisition Syndrome – przypadłość fotografa